„Niemcy często nawiedzali tę wieś, szczególnie pod koniec wojny. Nieraz trzeba było ich nakarmić, ale byli przyjaźni. Częstowali dzieci cukierkami. Był z nimi dobry kontakt, ponieważ były tu dwie rodziny niemieckie. Leokadia Dąbrowska, z domu Orbitz - Lida, nawet mówiła po niemiecku. W maju 1944 r. otrzymali rozkaz spalenia wsi, żeby nie była ostoją dla partyzantów. Mieszkańców z dobytkiem przesiedlono do wolnych domów i częściowo do ziemianek w Bostyniu. Po odejściu Niemców, ludzie wrócili do swojego Białego Jeziora i zaczęli odbudowywać wieś ze zgliszcz. Do zimy, domy były na tyle wykończone, że można było mieszkać. Wiosną obsiali pola, a latem przyszli sowieccy urzędnicy i kazali się pakować do bydlęcych wagonów i wyjeżdżać na zachód. Rozpacz była wielka. Żal nie do opisania. Pojechali.. . Mieszkańcy okolicznych wiosek rozebrali dopiero co odbudowane domy na własne potrzeby i to był koniec wsi pod nazwą Białe Jezioro. Sto dziesięć lat pracy, radości i smutków, łez i śmiechu, miłości, szczęścia i zawodów minęło - tylko kurz został za ostatnią furmanką. ”(www.pinsk.pl)
2021-01-02 Stanisław T.