Zamosze k/Białego Jeziora - wspomnienia Latem I941 roku do wsi Zamosze wkroczyli Niemcy. Zapamiętano ich jako elegancko ubranych ludzi, dających dzieciom ołówki , kredki, słodycze. W tym samym mniej więcej czasie w pińskich lasach pojawili się partyzanci. Przychodzili do domów nocą i prosili o żywność mówiąc, że potrzebują, żeby walczyć z Niemcami. Było strasznie. Z jednej strony partyzanci, z drugiej Niemcy, którzy za każdą udzieloną partyzantom pomoc rozstrzeliwali Polaków, a nawet palili cale wsie. Na noc ludzie chowali się w lesie. Życie w Zamoszu stało się bardzo niebezpieczne, każde pojawienie się obcego człowieka Niemcy traktowali jak pomoc partyzantom i w każdej chwili mieszkańcom mogła grozić śmierć. Tak się stało w sąsiedniej wsi Białe Jezioro - Niemcy spotkali w jednym z domów człowieka którego nie było na wykazie i spalili całą wieś. Niedaleko była duża wieś - Bostyń, właściwie miasteczko. Sołtys tej wsi zarządził, żeby mieszkańców Zamosza przenieść do niej. Przyjechały samochody, załadowano ludzi i co się dało z ich dobytku i przewieziono do Bostynia. W 1944 r. Bostyń był ogrodzony i można było go opuszczać tylko z przepustką. Kilka rodzin dostało zgodę na uprawianie ziemi, mieli stałe przepustki i często wyjeżdżali poza bramy miasta. Dnia 26 czerwca 1944r. kilkanaście osób wyjechało furą na pole obrobić ziemniaki i zebrać dojrzewające truskawki. Kiedy już byli w ogrodzie, Niemcy zgonili wszystkich i zaczęli do nich strzelać jak do zajęcy. Kobieta na kolanach prosiła, by nie zabijali, ale oni odtrącili ją i znowu zaczęli strzelać. Niemcy zabili 17 osób. Przeżyła tylko jedna dziewczynka (7 lat) – świadek tej zbrodni. Zabitych pochowano na podwórzu tam gdzie zginęli. (Gazeta Goleniowska 2. 09. 2016r)
2021-09-05 Stanisław T.