Ciekawą informację zamieścił "TYGODNIK ILUSTROWANY" Nr 38 17. 09. 1933r. pod tytułem "NA WERTEPACH POGRANICZA"
Jest teraz moda na Polesie, na Nowogródczyznę, na Kresy. Pożyteczna i trudna moda. Wciąż bowiem jeszcze daleko jest od nas ten kraj, oddalony zaledwie o kilkanaście godzin jazdy pociągiem, lecz dziwnie daleki, im się jest głębiej w jego wnętrzu W szalonym tempie 15-tu km na godzinę przemierzamy drogi, których nie sposób znaleźć na mapie. Na rogatkach większych miast obwieszczają tablice informacyjne : miasto Kleck. mężczyzn 2230, kobiet 2836, razem 5116. (Czyby nie wprowadzić tej innowacji na rogatkach Warszawy?) A potem coraz wolniej, coraz wolniej przybywamy na rynki miasteczek, gdzie czekają na rzadkiego gościa hotele "Europejskie" i „Warszawskie", a potem coraz wolniej, przez ciche, senne wioski, coraz groźniejszymi drogami jedzie się w teren. Aż pewnego dnia wyrasta przed oczami wędrowca symboliczny znak: granica. Dziwna to jest wędrówka. Trzeba się z całych sił bronić przed wejściem na uroczysty, pokazowy tor. Krok, a zamiast codziennego, żmudnego bytowania sennych skupisk ludzkich, zobaczyć można odświętne, ułożone oblicze. I wtedy wiedza o tym kraju staje się zdawkową wiedzą turysty. Lecz codzienność prawdziwego życia ma tu walnego sprzymierzeńca: drogi. I wraz ze zwalniającym tempem podróży przewija się coraz wyraźniej przed oczami film kresowych, zwolniony film, którego fragmenty utrwalają się w pamięci na całe życie. Miasteczko walczy o P. O. S. Nazywa się to miasteczko Zaostrowiecze. Przybyłem tam w niedzielę i z miejsca zaobserwowałem niezwykły ruch i gwar. Ten kontrast po ciszy tylu miast i miasteczek, jakie miałem za sobą, był czymś zastanawiającym. Na rynku maszerował oddział ni to strzelca, ni to P. W. (Przysposobienia Wojskowego). Jacyś bosi chłopcy i starsi panowie w wytwornych pantoflach, śpiewając wesołą pieśń, maszerowali raźno. Gdy wtem zza węgła wybiegła grupa pań od lat 16 do 50 i w wyścigowym tempie, na wysokich obcasach, próbowały pobić rekord? Huk wystrzałów i komenda gimnastyki dopełniały chaosu. Zapytałem jakiegoś staruszka, siedzącego na werandzie: co się dzieje w Zaostrowieczu ? Proszę; pana powiedział - P. O. S. I patrzył z zainteresowaniem na grupę maszerujących. Nie widziałem niestety tablicy informującej o ilości dusz w mieście Zaostrowiecze, ale wszystkie chyba dusze uwzięły się , by zdobyć P. O. S. , czyli państwową odznakę sportową. Biedny staruszek, nie mógł spokojnie obserwować ćwiczeń na rynku. Musiał od-powiadać na pytania dziennikarza. He, he! - zaśmiał się nagle - pani aptekarzowa pędzi na taśmę. Popatrzyłem w tym kierunku. Niewidzialny dotychczas stojący na uboczu oficer, zapisywał skrupulatnie do książki wynik w biegu na 100 metrów, osiągnięty przez rekordzistę Zaostrowiecza. A ten oficer to kto? - zapytałem naiwnie. To, panie szanowny, nasz porucznik z KOP-u. Jak mi powiedział, że będzie robił zawody o P. O. S. , tom go wyśmiał, panie szanowny. Nikt tu, w tej mieścinie nie stanie, ale to jakiś cudotwórca. Co on tym kobietom zadał, o o o! - krzyknął - z mar¬szu 5 kilometrów wracają paniusie. Szły tam rzeczywiście panie różnych stanów i różnego wieku. Pan porucznik z KOP-u przyjaźnie machał ręką, a one na ten znak szybciej jeszcze ruszyły na finiszu. Cóż za czarodziej z pana porucznika! Dopiero później przekonałem się naprawdę, że czarodziej, kiedy po biegu na 100 metrów, po gimnastyce, po strzelaniu z broni małokalibrowej, po skoku w dal zapragnąłem chwili odpoczynku. Bowiem i mnie oczarował pan porucznik z KOP-u, mnie, znękanego podróżą kresową dziennikarza, i mnie zmusił jednym uśmiechem do walki o P. O. S. W tym dniu zjednoczyły się w szlachetnym współzawodnictwie. sportowym, wszystkie stany i partie Zaostrowiecza. Starzy i młodzi, endecy i sanatorzy, biegli, skakali. strzelali o państwową odznaką sportową. Ciche miasteczko kresowe przeobraża się w stadion. A na uboczu, uśmiechając się dyskretnie stał pan porucznik z KOP-u, spiritus movens tego życia i gwaru. I tu, w terenie. widziało się, czym jest na pograniczu KOP. Panie poruczniku Oleszku, dobrą robisz robotę !
2013-12-10 Zbigniew Wołocznik