Michał BryćkoWitam serdecznie! Nazywam się Radosław Jabłoński i chciałbym za Państwa pośrednictwem znaleźć osoby, mogące pomóc mi w odnalezieniu przodków mojej rodziny z miejscowości Luna (prawdopodobnie chodzi o miejscowość Łunna w rejonie mostowskim – red.).
W mieszkaniu mojej babci znalazłem książeczkę wojskową mojego pradziadka Michała Bryćko syna Macieja i Anastazji. Pradziadek urodził się w miejscowości Luna, a później rodzina mieszkała w Grodnie przy ul. Peowiackiej 4
Będę wdzięczny za pomoc!
Pozdrawiam serdecznie!
Radosław Jabłoński, e-mail: radekj.hks@gmail.com
Мы шукаем сляды Міхала Брыцькo, які нарадзіўся ў Лунна . Я цёпла вітаю! Мяне завуць Радаслаў Яблонскі, і я хацеў бы знайсці людзей, якія могуць дапамагчы мне знайсці продкаў маёй сям'і з мястэчка Лунна (гэта, напэўна, горад Лунна ў рэгіёне Мастоўскі - рэд.). У кватэры маёй бабулі я знайшоў ваенную кнiжку майго прадзеда Міхала Брычко, сына Мацея і Анастаз'і. Прадзед нарадзіўся ў Луне, пазней сям'я жыла ў Гродне па адрасе вул. Peowiacka 4. Буду ўдзячны за вашу дапамогу! Найлепшыя пажаданні!
Радаслаў Яблоньскі, e-mail: radekj.hks@gmail.com
Józefa SzachłańskaWitam! Od jakiegoś czasu poszukuję dzieci lub wnuków Józefy z domu Szachłańskiej, pochodzącej z Brasławszczyzny (siostry mojej Babci). Podaję wszelkie szczegóły, które znam.
Co o niej wiem?
Jej ojciec – Wincenty – pochodził z prawosławnej, chłopskiej rodziny. Matka natomiast – Maria – wywodziła się z herbowej familii Ryżych i Zasztofftów z Belmontu (sądzę, choć wcale nie jestem tego pewna, że moi prapradziadkowie dzierżawili któryś z folwarków majątku Platerów).
Ślub Marii i Wincentego odbył się w kościele rzymskokatolickim w Belmoncie (dawny powiat brasławski województwa wileńskiego) w lutym 1898 roku.
Po trzech latach związku na świat zaczęły przychodzić dzieci – Franciszek (1901), Stanisława (1907) i najmłodsza – Józefa (1911). Wszystkie wychowane były w wierze rzymskokatolickiej.
Moja Babcia tak wspominała swoje dzieciństwo:
„Nie znałam rodziców mojej mamy. Wiedziałam, kim są i gdzie mieszkają, ale nie odwiedziłam ich nigdy.
Biednie żyliśmy. Moja mama nie potrafiła nic zrobić. I nigdy się nie nauczyła. Zresztą tata nie pozwalał jej pracować. Całą robotę w gospodarstwie i w domu wykonywał ojciec i my, dzieci. Pieniędzy było ciągle mało. Ja i Franek musieliśmy, od najmłodszych lat, pracować u grafini (hrabiny) w Belmoncie. Nieraz widziałam moich dziadków jak przyjeżdżali do pałacu. Nie wiedzieli pewnie nawet, że ta zabiedzona służka jest ich wnuczką”
Pierwszy z domu rodzinnego odszedł Franciszek. Ożenił się i zamieszkał w Linkowszczyźnie Uklańskiej (parafia Ikaźń w powiecie brasławskim województwa wileńskiego).
Niedługo później moja babcia (Stanisława) wyszła za mąż i przeniosła się do zaścianka Zołwica nad Jeziorem Ukla.
Najmłodsza z rodzeństwa – Józefa pomieszkiwała raz u siostry, raz u brata.
Taki stan rzeczy trwał kilka lat.
W 1934 (chyba) roku Józia poznała mężczyznę, który posiadał dobrze prosperujące gospodarstwo gdzieś na południowym brzegu Jeziora Ukla (Brasławszczyzna) . Nie znam ani nazwiska tego człowieka, ani miejscowości, w której mieszkał.
Wprowadziła się do niego. Nazywało się to wówczas – prowadziła mu dom.
Niedługo (1935-1936) urodziła syna. Nie znam jego imienia i nie mam możliwości sprawdzenia, ponieważ księgi kościelne parafii Ikaźń sporządzane po 1932 roku, nie zachowały się.
Mój Tata wspominał, że odwiedzał często ciotkę Józefę. Siadali wówczas na tarasie (widać było z niego jezioro Ukla) i objadali się smakołykami (tam Tata po raz pierwszy jadł owoce cytrusowe).
Partner (sądzę, że nie mąż) Józefy – w relacji mojego Taty – był osadnikiem wojskowym w stopniu oficerskim (oczywiście mogła to być fantazja dziecka).
W lutym 1940 roku partner Józefy został wywieziony na sybir. Józia z synem została. To, moim zdaniem, dowodzi, że nie mogła być żoną ojca swojego dziecka, ponieważ gdyby nią była, zesłanie objęłoby również ją.
Dopiero w czasie okupacji niemieckiej, Niemcy wywieźli ją na tzw roboty do III Rzeszy.
Od tego czasu ślad po niej i po jej synu zaginął.
Moja Babcia bardzo długo poszukiwała siostry. Podobno po wojnie wróciła na Białoruś. Podobno wyszła za mąż. I podobno miała jeszcze, oprócz syna, inne dzieci. Wszystko to pochodzi z plotek. Niczego nie udało się ustalić konkretnie.
Ja również, od pewnego czasu, starałam się dowiedzieć jakie były losy Józefy Szachłańskiej po 1942 roku.
Nigdzie nie mogę nic znaleźć. Ale i informacji o niej mam zbyt mało.
Łudzę się, że za pośrednictwem Znadniemna.pl uda mi się odszukać kogoś, kto będzie potrafił opowiedzieć mi o losach Józefy Szachłańskiej po 1942 roku.
A może odnajdę jej dzieci lub wnuki…
Bardzo mi na tym zależy.
Na krótko przed swoją śmiercią, Babcia wymogła na mnie przyrzeczenie, że zrobię wszystko, by dowiedzieć się, co się stało z Jej siostrą. Powiem szczerze, obiecując, nie traktowałam tego poważnie, a raczej w kategoriach uspokojenia Babci.
Ale od pewnego czasu bardzo często o tym myślę.
Chciałabym z czystym sumieniem powiedzieć sobie: „Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy”.
Pozdrawiam serdecznie,
Jolanta Iskra, e-mail: jwk45@op.pl
Aleksander MarcinkiewiczDzień dobry, poszukujemy informacji o członkach rodziny Marcinkiewicz, zesłanych do Kazachstanu wiele lat przed wybuchem II wojny światowej (prawdopodobnie jeszcze przed 1920 rokiem).
Pradziadek męża – Aleksander Marcinkiewicz został zesłany z terenów przedwojennej Polski do Kazachstanu wraz z żoną i trójką dzieci – Mikołajem ur. 19.12.1904 r., Lidią ur. 23.03.1903 r. i Niną.
Mikołaj i Lidia zostali pochowani w Orenburgu na Uralu (nad rzeką o tej samej nazwie – red.). Miasto to w latach 1920-1924 było stolicą Kazachstanu (właściwie – Kirgiskiej ASRR – red.).
Dotąd w żadnych archiwach Polski, Rosji i Kazachstanu nie udało nam się znaleźć o nich jakichkolwiek informacji. Pozostały tylko srebrne sztućce z orłem w koronie i znakiem Norblin.
Ewa Marcinkiewicz, e-mail: emarcinkiewicz4@gmail.com